Wydrukuj tę stronę
czwartek, 22 styczeń 2026 23:41

81. rocznica Marszu Śmierci więźniów KL Stutthof Wyróżniony

Napisał
Zbiory Muzeum Stutthof w Sztutowie Zbiory Muzeum Stutthof w Sztutowie

81. rocznica Marszu Śmierci więźniów KL Stutthof

25 stycznia 2026 roku mija 81 lat od rozpoczęcia morderczego Marszu Śmierci więźniów obozu koncentracyjnego Stutthof. We wczesnych godzinach porannych teren obozu koncentracyjnego Stutthof opuściły pierwsze kolumny więźniów. Ponad 11 000 więźniów ruszyło w wędrówkę, która od początku skazana była na porażkę. Wraz z podobozami na trasę Marszu ruszyło ponad 33 000 osób. Około 17 000 z nich poniosło śmierć. Msza w intencji ofiar, jak co roku odbędzie się o godz. 13:00 w Archikatedrze Oliwskiej w Gdańsku.

Zimowy pejzaż naznaczony cierpieniem

Na wieść o zbliżających się wojskach Armii Czerwonej władze niemieckiego obozu koncentracyjnego Stutthof podjęły decyzję o ewakuacji więźniów. Celem miała być szkoła SS w Lęborku, oddalona o ok. 140 kilometrów. Zakładano, że trasę uda się pokonać w siedem dni. Już pierwsze godziny pokazały, jak bardzo te plany rozmijały się z rzeczywistością.

Tak moment wymarszu wspominała Halina Sobecka, która do KL Stutthof trafiła we wrześniu 1944 roku:

25 stycznia 1945 roku był mroźnym, ale pogodnym dniem. […] Sztubowa radzi nam ubrać wszystko co posiadamy. A posiadamy niewiele. Ja […] mam trzy koszule i męskie spodnie. Mam też pasiak i płaszcz […]. Wszystko to ubieram na siebie, na wierzch obwiązują mnie kocem. W plecaku, który zrobiłam sobie worka, mam moja miskę do zupy, trochę smalcu […], jedną cebulę, pajdę chleba […] i ostatnie listy z domu. […] Ustawiamy się piątkami. Jest nas 800 kobiet. Konwojować nas będą uzbrojeni SS-mani. Ostatnie pożegnanie z tymi co zostają. […]. Wychodzimy główną bramą.

Wycieńczeni, zagłodzeni i często chorzy więźniowie musieli maszerować przez ogromne zaspy śnieżne, w mrozie sięgającym niekiedy poniżej minus 20 stopni. Przed wymarszem otrzymali skromny prowiant, około 500 g chleba, 120 g margaryny lub sera, który wielu zjadło od razu. Przez kolejne dni nie mieli niczego w ustach. Ci, którzy nie nadążali za kolumnami, byli na miejscu mordowani przez SS-manów.

Jan Jarzębowski osadzony w obozie Stutthof w grudniu 1942 roku wspominał:

Kilometr przed nami maszerowała jakaś kolumna. Widać ją było dokładnie, ponieważ teren był falisty. Widzieliśmy jej końcówkę z trudem podchodzącą pod górę i padające sylwetki tuż po wystrzałach. Po kilku minutach mijaliśmy te świeże trupy. […] Przed nami musiały iść jeszcze inne kolumny, ponieważ spotykaliśmy i starsze trupy.

Pomoc, która przyszła z Kaszub

Jedną z najjaśniejszych kart tych dramatycznych wydarzeń stanowi postawa mieszkańców Kaszub. Z narażeniem własnego życia i życia swoich rodzin dostarczali więźniom pożywienie, organizowali ucieczki, a później ukrywali uciekinierów w swoich gospodarstwach. Na hasło „Stutthof idzie!” reagowali niemal wszyscy. Dla wielu ofiar KL Stutthof była to pierwsza i jedyna pomoc, jakiej doświadczyli ze świata zewnętrznego.

 

Tak pomoc więźniom wspomina Urszula Górna z d. Pipka:

Kiedy przez Pomieczyno szedł Marsz Śmierci, mój ojciec, Franciszek Pipka, mimo zagrożenia robił wszystko, by ratować więźniów. A ja razem z nim. […] Mieszkaliśmy tuż obok kościoła. Kiedy w kościele zatrzymała się kolumna więźniów ze Stutthofu […] ojciec poprosił strażników by można było zanieść więźniom coś do jedzenia. Był takim człowiekiem, który pomagał, komu tylko mógł, nawet gdy sam był narażony na ryzyko. Razem z mamą nagotowałyśmy zupy, a potem z tatą zaniosłam dwudziestolitrową kanę do kościoła, by nakarmić więźniów.

Być może właśnie dlatego pamięć o Marszu Śmierci pozostaje szczególnie żywa w tym regionie. Często jest to pamięć głęboko osobista, związana z losami konkretnych rodzin i przekazywana z pokolenia na pokolenie oraz kultywowana w przestrzeni lokalnej.

Dlaczego wciąż pamiętamy

Obóz koncentracyjny Stutthof, założony przez Niemców 2 września 1939 roku, był najdłużej działającym obozem na terenach dzisiejszej Polski. Przez 2077 dni jego istnienia uwięziono w nim blisko 110 000 osób. Około 65 000 z nich straciło życie wskutek niewolniczej pracy, głodu, epidemii i mordów.

Z każdym rokiem odchodzą kolejni Świadkowie Historii. Ci, którzy przeżyli i mogli opowiedzieć o tym, co widzieli i czego doświadczyli. To nakłada na nas szczególną odpowiedzialność. Jak zaznacza dr hab. Marcin Owsiński, dyrektor Muzeum Stutthof w Sztutowie: Upływ czasu nie zatarł pamięci o tych dramatycznych wydarzeniach i jego bohaterach. Pamięci o nich jest wciąż żywa i kultywowana lokalnie w wielu miejscowościach Kaszub i Pomorza. Jest to przekaz, który łączy w sobie opowieść o niezawinionym cierpieniu tysięcy więźniów, jak też i opowieść o dobrych, sprawiedliwych ludziach, którzy im pomagali lokalnie. Ta historia to przestroga i aktualna nauka dla nas współczesnych.

W wielu miejscach Pomorza, wzdłuż tras, którymi szli więźniowie wciąż można niemal usłyszeć echo ich kroków. Znajdujemy tam liczne lokalne formy upamiętnienia, mówią one m.in. o miejscach postoju czy  „dzikich” obozach, w których znaleźli się więźniowie, gdy wiadomym było, że nie dotrą już do miejsca jakie na punkt docelowy wyznaczyli im Niemcy.  Te miejsca zobowiązują by pamiętać.

Uroczystości upamiętniające

W niedzielę 25 stycznia 2026 roku o godz. 13:00 w Archikatedrze Oliwskiej w Gdańsku odbędzie się Msza Święta w intencji wszystkich ofiar KL Stutthof. To wieloletnia tradycja, zapoczatkowana w 1980 roku , która gromadzi osoby pragnące wspólnie oddać cześć pamięci tych, którzy nie przeżyli.

Zapraszamy do udziału w upamiętnieniu.